poniedziałek, 24 października 2011

Niedzielny poranek nie zapowiadał się najlepiej. Za oknem słońce gęsto przykrywały chmury a mróz pogroził palcem i oszronił szyby aut. "Ze spaceru nici"- pomyśleliśmy i zabraliśmy się do przygotowywania niedzielnego rosołku. Jakże miło zadziwił nas fakt, że jeszcze przed włożeniem warzywek do garnuszka zza chmur wyjrzało słonko a temperatura na termometrze momentalnie podskoczyła o dobrych kilka kresek. Tak! Idziemy! 
Szybko ubraliśmy Julciaka w jesienny kombinezon, porwaliśmy z półki aparat i pognaliśmy do nieopodal położonego nas parku. Lepszego pomysłu tego dnia chyba mieć nie mogliśmy. Było cudownie!  Żółto czerwony dywan liści lśnił w blasku jesiennego słonka. Julka zamiast pójść spać, na co bardzo liczyliśmy, rozglądała się dookoła gaworząc pod noskiem niezrozumiałe rzeczy:) Troszkę zmarzliśmy pomimo grzejącego lekko słonka. Jednak warto było. W końcu mamy rodzinne zdjęcie dzięki uprzejmości pana wyzwalacza:D












Ciekawe co przyniesie przyszły tydzień?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz