Niedzielny poranek...za oknem kapie deszcz, cóż, pewnie spędzimy ten dzień w domu..pomyśleliśmy. Dobrze, że nadzieja umiera ostatnia;) Popołudniu, chmurki przewiał wiaterek i wyjrzało zaspane słonko. Jedziemy do schroniska na dzień czworonoga! Spakowaliśmy się szybciutko i wyruszyłyśmy! No i się zaczęło...szaleństwom nie było końca:) Szpulka biegała od kotków do piesków i nie mogła się zdecydować co fajniej jest męczyć;)